Mineralny makijaż idealny

                                                 Jak pewnie zdążyliście zauważyć, mam słabość do kosmetyków naturalnych. Kosmet...



                                                

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, mam słabość do kosmetyków naturalnych. Kosmetyki naturalne nie są wyjątkiem-tutaj też analizuję składy i nie kupuję czegoś, co mi nie odpowiada pod tym kątem. Wiem, że marka Lily Lolo jest już dosyć mocno spopularyzowana, zarówno w Europie, jak i w Polsce. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z ich kosmetykami, dlatego niesamowicie się ucieszyłam, gdy nadarzyła się okazja do wypróbowania ich. Zapraszam na recenzję kilku kosmetyków kolorowych, które podbiły moje serce.

                                                




Na pierwszy ogień pójdzie mineralny podkład SPF15 w kolorze blondie.

  • Po pierwsze: opakowanie. Jest bardzo estetyczne-przezroczyste, lekko matowe z czarną, plastikową zakrętką i nakładką z sitkiem, przez co możemy dozować odpowiednią ilość produktu, jednocześnie nie marnując go. Dla mnie, najlepszym sposobem na aplikacje kosmetyku na pędzel (bądź gąbeczkę) jest wysypanie odrobiny na wieczko. Jest to sposób bardzo wygodny i oszczędny. 
  • Po drugie: wydajność. Naprawdę niewiele podkładu trzeba, aby ujednolicić koloryt cery i zakryć ewentualne niedoskonałości. W 40ml słoiczku znajdziemy aż 10g produktu! To ogrom w przypadku kosmetyków sypkich. 
  • Po trzecie: krycie. Jest naprawdę solidne. Ale nie jest ciężkie. Ze względu na charakter mojego makijażu, szukałam podkładu, który będzie niewidoczny, lekki, który będzie dawał subtelny efekt. Nie mogłam lepiej trafić. Zapytałam nawet ostatnio mojego chłopaka, czy widać mi na buzi make up. Powiedział, że totalnie nic nie widzi, a patrzył z bardzo bliska. Jest to bardzo miarodajne spostrzeżenie, ponieważ przez kilka ostatnich tygodni nie nosiłam żadnego makijażu, nawet korektora, więc dobrze wie, jak bez niego wyglądam. Ja oczywiście wiem, że coś tam zawsze widać, ale nawet moje kobiece oko musi się ostro skupić obraz, żeby go dostrzec. 
  • Po czwarte: SPF. Minerały, to naturalne filtry fizyczne. Chronią naszą skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV, na które nieustannie jesteśmy narażone. Podkład Lily Lolo oferuje nam SPF15, który na zimowe miesiące w zupełności wystarczy. Jednak w miesiącach letnich warto używać jeszcze jednego kosmetyku z filtrem o wyższym stopniu ochrony-tak prewencyjnie ;). W tym wpisie znajdziecie kilka naturalnych alternatyw dla tradycyjnych produktów z filtrem chemicznym. Mimo to, przez pół roku używamy o jeden kosmetyk mniej-to niewątpliwa zaleta. 
  • Po piąte: wybór koloru. Trzeba to przyznać-paleta kolorystyczna Lily Lolo jest jedną z najlepszych, na jaką trafiłam. Przekrój kolorystyczny jest przez każdy odcień skóry najczęściej spotykany na naszym kontynencie. Począwszy od chłodnych, różowo-szarawych zabarwień, poprzez neutralne, ciepłe i oliwkowe. Nie powiem, miałam duże obiekcje przed zamawianiem podkładu z internetu-nigdy nie wiadomo, jak kolor wygląda w rzeczywistości. Ale zaryzykowałam i trafiłam w 10! Z pomocą przyszła ta oto paleta z klasyfikacją kolorów. Naprawdę, bardzo ułatwiła wybór! Mój idealny kolor to blondie z neutralnej palety barw. Trochę się dziwiłam, bo wydawało mi się, że moja karnacja jest raczej ciepła, ale neutralna blondie wtapia się idealnie.



Przez jakiś czas aplikowałam podkład za pomocą Beauty Blendera, który idealnie sprawdzał się przy aplikacji moich kremów BB od dr. G (więcej na ich temat tutaj). O ile gąbeczka idealnie się sprawdzała przy płynnych kosmetykach, to przy sypkim produkcie już nie jest tak różowo. Dlatego zdecydowałam się na pędzel kabuki, który jest stricte przeznaczony do podkładów mineralnych. Za pomocą BB, łatwo było o efekt ciastka, nawet przy niewielkiej ilości produktu, za to pędzel daje o wiele subtelniejszy efekt. Dokładnie o to mi chodzi. W wyniku mojej obecnej pielęgnacji, przyznam nieskromnie, że skóra wygląda naprawdę ładnie i nie chcę jej przykrywać, a jedynie delikatnie ujednolicić jej kolor i dać pewną barierę przed zanieczyszczeniami i światem zewnętrznym. Pędzel kabuki idealnie się do tego sprawdza. Jeśli planujecie zmianę tradycyjnego podkładu na minerał, polecam zaopatrzenie się również w pędzel tego typu.


Pomimo tego, iż znów powracam do makijażu, nie chcę, by był on na mojej twarzy widoczny. Nie dla mnie modne od kilku sezonów matowe szminki, intensywne kolory i mocno podkreślone usta. Mam na tyle delikatną urodę, że w mocnym makijażu wyglądam jak stara-maleńka. Z tego względu stawiam na delikatne podkreślenie ust jasnoróżowym, półtransparentnym błyszczykiem. Moim hitem jest nic innego, jak Lily Lolo w kolorze English Rose. Delikatny, subtelny i (co najważniejsze) PIELĘGNUJĄCY usta. Jest bardzo komfortowy w noszeniu-nie klei się, jak to większość błyszczyków ma w zwyczaju, czuć go na ustach w takim pozytywnym sensie-można to przyrównać do takiego uczucia, jak przy noszeniu balsamu albo pomadki ochronnej. Podkreśla usta w naturalny sposób. Lekko je barwi podbijając naturalny kolor i nadaje blasku. W efekcie usta wyglądają na wypielęgnowane, soczyste i totalnie całuśne :*. Jak to jest z całym asortymentem firmy, błyszczyk jest naturalny, wegański i nietestowany na zwierzętach. Idealny dla mnie! Dodatkowym atutem jest jego lekko kakaowy zapach-bardzo przyjemne "doznania" przy aplikacji. No, po prostu nic, tylko brać!



Ostatnim punktem w moim makijażu, który nie jest punktem obowiązkowym, jest maskara. Nie maluję rzęs za każdym razem, ale gdy już to robię, to tylko za pomocą naturalnego tuszu Lily Lolo. Jest bardzo czarny, nie kruszy się, nie robi efektu pandy. Ponad to, w naturalny, ale widoczny sposób podkreśla rzęsy. Moje są w dosyć dobrym stanie-są długie, dosyć grube i gęste, nie wypadają, ale ich wadą jest to, że są dosyć jasne. Tusz nie daje spektakularnego efektu sztucznych rzęs. Choć prawdę powiedziawszy, żaden przeze mnie używany tusz nie dawał-ani te dostępne w drogeriach (np. Maybelline, Bourjois, Loreal, czy MaxFactor), ani te z wyższej półki, jak Lancome, czy Guerlian. Naturalne maskary nie były tu wyjątkiem. Tusz, to tylko tusz i nie wierzę, że jakikolwiek jest w stanie dać nam efekt sztucznych, czy też przedłużanych rzęs. Z pustego nawet Salomon nie naleje, a z lichych rzęs żaden kosmetyk kolorowy nie zrobi szalonych firanek. Produkt od Lily Lolo jest idealny na dzień. Subtelny, ale widoczny. Oczywiście można go stopniować, dokładając kolejne warstwy, dzięki czemu uzyskujemy efekt wieczorowy. Oprócz podkreślania rzęs, tusz również je pielęgnuje, dzięki naturalnym woskom i ekstraktom. Produkt w 100% spełnił moje oczekiwania i z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Naturalny krem BB, to kosmetyk, który w szczególności polecę młodym nastolatkom dopiero wkraczającym w świat urody i makijażu. Produkt pielęgnuje skórę, delikatnie nawilża i nadaje zdrowy koloryt. Krycie jest bardzo lekkie-myślę, że lepszym określeniem byłby tutaj krem tonujący. Jest antybakteryjny i zawiera naturalne antyoksydanty. Osoby z cerą trądzikową nie będą zadowolone z krycia, ale jako krem na dzień dobrze się sprawdzi, zwłaszcza, że podsusza zmiany trądzikowe. Cera tłusta i mieszana również znajdą dla niego zastosowanie. Nie widać go na twarzy. Nie zostawia tłustej warstwy, ponieważ bardzo szybko się wchłania, dzięki czemu stanowi świetną bazę pod podkład. Jeśli ktoś ma duuuuuże problemy z wypryskami, krem lekko podbije krycie Waszych fluidów. Świetnie współgra z wyżej opisanym podkładem mineralnym. Nie polecałabym go do cery suchej. Może przesuszać. Osobiście, nie stosuję go codziennie. Myślę, że latem będę częściej po niego sięgać-moja cera wówczas lepiej wygląda, mam mniej wyprysków, a przebarwienia są mniej widoczne. Nie lubię latem używać podkładów, nawet tak lekkich, jak podkłady mineralne, dlatego zostawię sobie krem na letnie miesiące. Krem BB występuje w trzech odcieniach: Fair, Light i Medium. Ja posiadam kolor Fair i polecę go wszystkim wybitnym bladziochom. Nie mogę się wypowiedzieć o innych kolorach, ponieważ nie miałam z nimi do czynienia.



Do następnego !

Wpis powstał we współpracy z marką Lily Lolo

Share this post !



Follow

Related posts

8 komentarze

  1. Super post i mega fajne produkty. Zastanawia mnie ta pomadka ;)
    Fajnie wyszedł ten gif na końcu *.*

    Zapraszam do mnie i jeśli mój blog Ci się podoba daj obs ;)
    http://livetourevel.blogspot.com/2017/03/unusual-stairs-stylizacja8.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Podkład i tusz do rzęs są na mojej wish liście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo je polecam-świetne produkty, świetna jakość <3

      Usuń
  3. Mam pędzel i podkład, ale jestem bardzo ciekawa błyszczyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie miałam okazji ich używać i bardzo żałuję :( Słyszałam, że są świetne i w sumie to coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe kosmetyki :D

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta pomadka ma super kolor ! ;-) Chyba się skusze ;-)

    OdpowiedzUsuń