Hair care #Hairvity #INSIGHT #fortesse

Chyba powoli staję się włosomaniaczką. I chyba mi to pasuje! Zwłaszcza kiedy widzę efekty, dzięki dobrze dobranym kosmetykom. Już kilka...


Chyba powoli staję się włosomaniaczką. I chyba mi to pasuje! Zwłaszcza kiedy widzę efekty, dzięki dobrze dobranym kosmetykom. Już kilka razy planowałam wziąć się za gruntowną pielęgnację włosów, zwłaszcza po ich intensywnym rozjaśnieniu z dosyć ciemnych rudości, do mojego jasnego, naturalnego blondu. Włosy nie reprezentowały totalnej masakry, ale do idealnych było im daleko. Przez wakacje odrobinę odżyły, zostały wygładzone, a dzięki keratynowej rekonstrukcji włosów wyglądały naprawdę dobrze. Zostały wtedy mocno skrócone i wyrównane do jednej długości. Od sierpnia (bo wtedy zabieg miał miejsce) nie byłam u fryzjera. Zamierzam podciąć końcówki dopiero w okolicach marca-kwietnia. Dodatkowo wtedy też powtórzę keratynowy zabieg. Jednak do tego czasu muszę je podtrzymać we względnie dobrej kondycji, żeby nie straszyć nimi ludzi. 





Kilka tygodni temu ponownie podjęłam się olejowania włosów. Nie miałam żadnego konkretnego oleju do tego przeznaczonego, więc użyłam tego, który nie nadawał się do twarzy, ponieważ mnie zapychał. Mowa o rafinowanym oleju z nasion papai. Przy nim pozostanę. Włosy "piją" ten olej jak wielbłąd wodę. Po 2-3 godzinach od nałożenia nie ma po nim nawet śladu. W dodatku, nie ma mowy o puszeniu się, elektryzowaniu czy innych efektach niepożądanych, które miały miejsce np. po oleju kokosowym, czy łopianowym. Przypadkiem odnalazłam idealnie dobrany produkt. Już po tygodniu widziałam dużą zmianę-włosy stały się bardziej mięsiste, giętkie i takie...śliskie? To chyba dobre słowo. Przestały się puszyć, są dociążone, ale nie OBCIĄŻONE. Ponad to nabrały blasku i pięknie odbijają światło. Naprawdę warto olejować włosy. Jednorazowo nakładam na włosy około jedną małą łyżeczkę olejku i wcieram go od wysokości ucha po same końce. Obecnie używam go na włosy przed każdym myciem, czyli co dwa dni. Na razie jestem na etapie poznawania włosów, więc staram się dowiedzieć o nich jak najwięcej. Uważnie je obserwuję i jeśli w pewnym momencie olej zacznie je obciążać, zmniejszę częstotliwość do jednego razu w tygodniu.








Kolejnym krokiem jest maska. Dziwnie? Też tak myślałam. Zawsze nakładałam maskę na umyte, wilgotne włosy. Kiedyś, już dawno temu, przeczytałam na blogu, chyba najpopularniejszej blond włosomaniaczki, Blond Hair Care o emulgowaniu oleju maską/odżywką. Ostatnio przypomniałam sobie o tym i postanowiłam to wypróbować. Polecam przetestowanie tego sposobu, zwłaszcza posiadaczkom włosów wysokoporowatych, suchych, łamliwych, zniszczonych. Olej o wiele łatwiej zmywa się z włosów-na długości praktycznie wgl nie trzeba nakładać szamponu. Wystarczy umyć skalp, a przy spłukiwaniu, spływający szampon zmyje nadmiar oleju i maseczki z całej długości, pozostawiając wygładzone i odżywione, pełne blasku włosy. U mnie ostatnio ulubioną maseczką jest odbudowująca maska do włosów z mięta, jabłkiem i ekstraktem zbożowym. Kosmetyk jest fenomenalny! Naprawdę odbudowuje i wypełnia ubytki w strukturze włosa. Oprócz tego, przedłuża świeżość fryzury-dzięki zawartości wody miętowej i olejku miętowego. Działa też antybakteryjnie i przeciwłupieżowo. Jeśli któraś z Was boryka się z nadmiernym wydzielaniem łoju przez skórę głowy, również powinna się zainteresować tym kosmetykiem. Olejek szałwiowy obecny w masce, redukuje wydzielanie sebum, działa również przeciwzapalnie i oczyszczająco. Kosmetyk jest naturalny i wegański. Nietestowany na zwierzętach. Świetnie działa i jest przyjazny dla skóry, zwierząt i środowiska. Czego chcieć więcej?


Obecny szampon i odżywkę do włosów "ściągnęłam" od Doroty z bloga i vloga Olfaktoria. Mowa o kosmetykach do włosów INSIGHT. Jest to włoska, profesjonalna marka fryzjerska, która stawia na produkty naturalne. Myślę, że Was to nie zdziwi, że się nią zainteresowałam. Od blisko miesiąca używam szamponu i odżywki INSIGHT z linii odbudowującej. Powiem tak-wszystkie opinie jakie słyszałam na temat tych produktów są prawdziwe.Szampon bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy, jednocześnie nie przesuszając jej. Włosy dłużej utrzymują świeżość-są odbite u nasady, ale (podkreślam) nie wysuszone. Są delikatne, śliskie i błyszczące. Szampon to jednak tylko szampon-jego zadaniem jest oczyszczanie włosów. A co z odżywką? Od tej wymagam nieco więcej. Przede wszystkim wygładza włosy, co jest dla mnie bardzo ważne. Moja czupryna ma tendencję do puszenia i elektryzowania, a to do szału mnie doprowadza. Zwłaszcza teraz, w okresie sweterkowym, gdzie włosy non stop się o coś ocierają-szalik, sweter, płaszcz, czy czapkę. Przez to, że szampon nie zawiera silikonów i parafiny mam pewność, że to wygładzenie nie jest złudne. Włosy nie są obklejone substancjami filmotwórczymi od nasady, aż po końce, tylko łuski włosa są domknięte, przez co przepięknie odbijają światło. Ewidentnie wyglądają na zdrowe. I SĄ zdrowe. Spłukując odżywkę używam letniej, albo nawet chłodnej wody. Jak pewnie wszyscy wiecie, taki zabieg szczelnie domyka łuski włosa, co zapobiega nadmiernemu parowaniu wody z wnętrza włosów. Taki sam efekt uzyskamy po użyciu płukanki octowej lub na bazie soku z cytryny. Chodzi o kwaśne pH. Po użyciu produktów myjących, włosy poddane są odczynowi zasadowemu, by je oczyścić z kurzu, łoju i innych brudów. Tak samo jak tonizujemy cerę, chcąc przywrócić jej naturalne, lekko kwaśne pH, powinniśmy również "tonizować" włosy. Niestety nie stosuję płukanki po każdym myciu. Ale każde mycie kończę strumieniem chłodnej wody. Po lekkim osuszeniu włosów ręcznikiem, w końcówki wcieram kroplę oleju rafinowanego z nasion papai. Dzięki temu końcówki nie łamią się nadmiernie, są giętkie, elastyczne, ale też ostre, przez co wyglądają zdrowo. Jak wspomniałam, od sierpnia nie podcinałam włosów, a w ostatnim czasie zauważyłam może ze dwie rozdwojone końcówki. Jaki wniosek? Włosy trzeba nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać!







Oprócz produktów INSIGHT, używam innych kosmetyków. Od niedawna testuję szampon oraz odżywkę Fortesse od firmy HALIER. Są to produkty mające stymulować wzrost włosów oraz hamować ich wypadanie. Dosyć sceptycznie podchodzę do takich obietnic od producenta-zwłaszcza do przyspieszania wzrostu. O ile jestem w stanie uwierzyć w to, że szampon jest w stanie zahamować wypadanie włosów (w jakimś stopniu), to przyspieszenie wzrostu włosów nie wydaje mi się możliwe. Można go stymulować za pomocą wcierek, olejów, masażu, peelingu, czy zabiegów na skórę głowy. Ewentualnie suplementacją od wewnątrz. Ale skoro mam te produkty u siebie, sprawdzę je i pod tym kątem. Zwłaszcza, że nie należą do najtańszych, bo za 250ml szamponu musimy zapłacić 129 zł, a za 150ml odżywki 119 zł. To bardzo dużo. Kosmetyków używam od niedawna, dlatego nie będę się na ich temat rozgadywać. W ciągu kilku tygodni pojawi się ich recenzja, więc zaglądajcie na bloga!





Ostatnim "krokiem" w mojej pielęgnacji jest działanie od wewnątrz. Nie twierdzę, że odżywiam się zdrowo-zdarza mi się zjeść pizzę, frytki w McDonaldzie, czy kanapkę w Subway'u. Uwielbiam sałatki warzywne, czy koktajle owocowe i gdybym miała czas, to codziennie bym sobie takie rarytasy przygotowywała. W praktyce niestety jest ciut inaczej-dużo kawy, soki ze sklepu (ale SOKI, nie napoje o smaku owocowym), czy kanapki robione w ostatniej chwili przed wyjściem na uczelnie, to moja codzienność. Jestem wręcz przekonana, że mam małe niedobory mikro- i makroelementów, które mają ogromny wpływ na kondycję włosów. Dlatego z pomocą przychodzą nam suplementy diety. Zwłaszcza zimą. Wiosną o wiele łatwiej o świeże i różnorodne owoce, warzywa i inne pyszności. Pierwszego marca rozpoczęłam kurację z Hairvity. Na pewno o nim słyszałyście. Są to małe, niebieskie tabletki, które mają zagęścić nasze włosy, przyczynić się do ich szybszego wzrostu i ogólnej poprawy czupryny. Na początku kwietnia przedstawię Wam efekty i moją opinię na temat Hairvity. Przygotowałam się do tej kuracji. W dniu przyjęcia pierwszej tabletki, włosy zostały zmierzone i dokładnie obejrzane. Policzyłam też średnią ilość włosów na szczotce po ich rozczesaniu rano oraz wieczorem. Długość włosów w dniu przyjęcia pierwszej tabletki, to około 37cm. Moje włosy rosną około 1.5 cm w zimowych miesiącach (w letnich około 2-2.5 cm). Średnia ilość włosów na szczotce rano i wieczorem, to około 80 włosów. Dzień po przyjęciu ostatniej tabletki z miesięcznej kuracji ponownie zbiorę te pomiary i wspólnie porównamy, czy warto przeznaczać 59 zł na miesiąc kuracji nutrikosmetykiem Hairvity. 




Używałyście którychś z tych produktów?
Dajcie znać w komentarzu!



Do następnego !

Share this post !



Follow

Related posts

1 komentarze

  1. Świetny post i ładny design bloga! Będę wpadać tu częściej ♥

    OdpowiedzUsuń